AktualnościReprezentacja A
Jan Urban: Być może za bardzo chcieliśmy ten mecz wygrać
– Podejrzewam, że duży udział miały odpowiedzialność, może jakiś stres i to, że w pewnym momencie było widać, że nie układa nam się to wszystko dobrze – mówił Jan Urban po zwycięskim meczu Polski z Albanią na PGE Narodowym. Selekcjoner przyznał, że jego zespół miał w pierwszej połowie spore problemy, ale podkreślał też klasę rywala i wagę awansu. W finale baraży o udział w mistrzostwach świata biało-czerwoni zmierzą się we wtorek ze Szwecją.
O przebiegu meczu:
– Wydaje mi się, że na pierwszą połowę trzeba spojrzeć z różnych stron. Sam początek, moim zdaniem, przez 10-15 minut wyglądał tak, że zespół Albanii nie wychodził z własnej połowy i można było patrzeć na to spokojnie, bo wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy strzelimy bramkę. Tak się nie stało. W jakiś sposób my, przez błędy w podaniach, napędziliśmy zespół Albanii, żeby zaczął grać i częściej utrzymywać się przy piłce. Było widać, że oni rosną i zaczynają wierzyć w siebie. To też nie było normalne, co się stało na samym początku, biorąc pod uwagę to wszystko, co mówiłem o zespole Albanii, który jest naprawdę dobrze zorganizowany w defensywie. Dzisiaj z kontrataku również zagrali bardzo dobrze, ale jeśli chodzi o technikę, to jeśli zostawi im się trochę miejsca, od razu potrafią to wykorzystać.
O błędach w pierwszej połowie:
– Błędy były proste, nawet przy straconej bramce. Będę z zawodnikami o tym rozmawiał, ale podejrzewam, że duży udział miały takie rzeczy jak odpowiedzialność, może jakiś stres i to, że w pewnym momencie było widać, że nie układa nam się to wszystko dobrze. To często powoduje nerwowe zagrania, błędne decyzje. Po prostu futbol. Po strzelonej bramce drużyna znowu nabiera wiary we własne siły i zaczyna grać. Chociaż ktoś powie – i tak rzeczywiście było – że znowu raz nas skontrowali i na 2:1 też mogli strzelić.
O grze w ofensywie:
– Być może za bardzo chcieliśmy ten mecz wygrać i zbyt dużą liczbą zawodników atakowaliśmy w pewnych momentach, zapominając trochę o tym, że oni potrafią skontrować przeciwnika. W tych sytuacjach nie mam wątpliwości, że mieliśmy dużo szczęścia. Były sytuacje, w których ktoś strzelał albo mógł wycofać piłkę. Były wycofania i przez Oskara, i w pierwszej połowie przez Matty'ego Casha, gdzie po prostu przecięli te piłki, wybili je. Być może faktycznie takich klarownych sytuacji nie było zbyt wiele, ale mówiłem przed meczem, że to jest zespół, który traci bardzo mało bramek i niełatwo stworzyć mu sytuacje. Grają w tym składzie bardzo długo i od dawna nie stracili dwóch bramek poza meczami z Anglią. W wielu innych spotkaniach poprzedzających dzisiejszy mecz oni dwóch bramek nie stracili. Sam fakt, że bilans bramkowy 7:5 pozwolił im grać dzisiaj w barażach, świadczy o tym, że ta drużyna naprawdę komplikuje życie każdemu i nie jest jej łatwo pokonać. Zresztą podobnie było na mistrzostwach Europy, gdzie nie przegrywali wysoko z takimi zespołami jak Hiszpania czy Włochy.
O debiucie Oskara Pietuszewskiego:
– Gratuluję, bo zadebiutował w pierwszej reprezentacji. Wydaje mi się, że zarówno Oskar, jak i Filip, bo zagrali po 45 minut, mieli swoje dobre momenty i takie, w których mogli podejmować lepsze decyzje.
O finale baraży ze Szwecją:
– Zależy, czy popatrzymy na statystyki. Podobno minęło już bez mała 100 lat, odkąd nie wygraliśmy meczu w Szwecji, bo tamto zwycięstwo było na mistrzostwach świata i na neutralnym terenie. To będzie zupełnie inne spotkanie. Szwedzi po słabych eliminacjach i po zmianie trenera mieli tylko jedno okienko, w którym zagrali dwa mecze w różnych składach. Bodajże tylko jeden zawodnik wystąpił w obu spotkaniach. Można powiedzieć, że trener zrobił sobie przegląd zawodników, których ma do dyspozycji. Natomiast zwycięstwo z Ukrainą sprawia, że oni są na wielkiej, wielkiej fali pozytywnej, bo wiedzą, że grają u siebie, wiedzą, co się stało w eliminacjach, a i tak mają szansę pojechać na mundial. Rozmawialiśmy dość często o reprezentacji Szwecji i ja zawsze mówiłem, że na papierze jest najmocniejsza. Mieć takiego napastnika jak Gyokeres to wielki as w rękawie i on to po prostu potwierdza. Tacy zawodnicy chcą być na wielkich imprezach, ale my też mamy swoje marzenia i będziemy z nimi grali taki mecz o wszystko.