FederacjaSędziowieObsada sędziowskaPuchar PolskiPierwszy od ponad pół wieku. Puchar znów jest Górnika! Powrót

Puchar PolskiPuchar Polski

Pierwszy od ponad pół wieku. Puchar znów jest Górnika!

 02 / 05 / 26 Autor: PZPN
Pierwszy od ponad pół wieku. Puchar znów jest Górnika!

Górnik Zabrze pokonał 2:0 Raków Częstochowa w finale STS Pucharu Polski, po raz siódmy w historii triumfując w rozgrywkach. Pierwszy od 54 lat puchar dały zabrzanom trafienia skrzydłowych: Roberto Massimo i Maksyma Chłania.


To był finał, przed którym niezwykle trudno było wskazać faworyta. Zarówno Michal Gasparik, jak i Łukasz Tomczyk nie podjęli się typowania, zgodnie oceniając szanse na 50 na 50. Obaj nie kombinowali również ze składami, stawiając w większości na zawodników, którzy w tym sezonie spędzili na boisku najwięcej minut. Różnica polega na tym, że najmocniej eksploatowani zabrzanie mieli w dniu finału po ponad 30 meczów, a częstochowianie – ponad 40. Za jedyną niespodziankę w wyjściowych składach można uznać obecność Roberto Massimo na prawym skrzydle Górnika. Dla Niemca, posiadającego także włoski paszport, był to piąty występ w jedenastce drużyny Gasparika.

Na pierwszą sytuację finału nie trzeba było długo czekać. W 3. minucie lewym skrzydłem pomknął Jean Carlos, na wysokości pola karnego minął Rafała Janickiego i wyłożył futbolówkę Jonatanowi Brunesowi, którego uderzenie zostało zablokowane przed ofiarnie interweniujących obrońców. W okresie bezpośrednio po tej akcji u większości piłkarzy widać było większą niż zwykle nerwowość, objawiającą się prostymi stratami, niedokładnymi podaniami i zachowawczością. Bliżej zapanowania nad meczem wydawał się być Raków, który z biegiem czasu kilka razy zameldował się w szesnastce rywali. Na klarowne okazje się to jednak nie przekładało. 

Górnik pierwszą próbę odgryzienia się podjął po upływie niemal dwudziestu minut spotkania – prawą stroną wypuszczony został Massimo, a gdy znalazł się w pobliżu pola karnego, nie próbował się w nie dostać, lecz zagrał wzdłuż do Maksyma Chłania. Efekt? Niemal identyczny jak przy pierwszym strzale meczu autorstwa Brunesa. Ukrainiec trafił piłką w jednego z przeciwników, podobnie jak chwilę później – tym razem jednak futbolówka odbiła się od ręki defensora Rakowa, dzięki czemu Górnik wykonywał rzut wolny praktycznie z narożnika pola karnego. Techniczny strzał Chłania znacząco minął dalszy słupek bramki strzeżonej przez Oliwiera Zycha. Choć golem po żadnej ze stron nie pachniało, to od tego momentu role się odwróciły, a gra toczyła się głównie na połowie Rakowa.

Przełamanie przyniosła 32. minuta i rzut rożny wykonywany przez Erika Janżę. Słoweniec dośrodkował na bliższy słupek, gdzie znalazł się Massimo, który celną główką wysunął swój zespół na prowadzenie. 

Strzelony gol nie zmienił podejścia zabrzan. 14-krotni mistrzowie Polski wciąż utrzymywali się przy piłce na bliżej bramki Rakowa, a dodatkowo można było odnieść wrażenie, że zyskali na pewności siebie. Częstochowianie zaś nie byli w stanie się otrząsnąć i wynik przed przerwą nie uległ już zmianie.

Reakcją trenera Tomczyka na niepomyślny obrót spraw w pierwszej części spotkania była zmiana w pierwszej linii – Lamine Diaby Fadiga zastąpił Patryka Makucha. W pierwszym kwadransie drugiej odsłony finału na niewiele się to zdało. Gwinejczyk, tak jak pozostali ofensywni gracze Rakowa, był właściwie odcięty od gry, a jeśli któraś z drużyn zbliżała się do bramki rywala, to był to Górnik. Szczególnie w 64. minucie, gdy dobre pozycje do oddania strzału mieli Jarosław Kubicki i Sondre Liseth. Pierwszy jednak w ogóle nie zdecydował się na strzał, a drugi został zablokowany. Zabrzanie pozostali pod polem karnym przeciwników, po chwili znów znaleźli się w posiadaniu piłki i wtedy sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Maksym Chłań. Błyskotliwy skrzydłowy ruszył między rywali z lewej strony w kierunku środka i płasko uderzył obok bezradnego Zycha. 

Dopiero w takich okolicznościach niemający już nic do stracenia częstochowianie zdołali przenieść ciężar gry na połowę Górnika. W 75. minucie z dystansu próbował Marko Bulat, a po chwili na minimalnym spalonym znalazł się wychodzący sam na sam z Marcelem Łubikiem Brunes. W samej końcówce po jednym z rzutów rożnych zakotłowało się jeszcze przed linią bramkową wypożyczonego z Augsburga golkipera, ale na więcej „Medalików” stać już nie było. W doliczonym czasie frustracja w najgorszy możliwy sposób wylała się z Brunesa – Norweg za swój brutalny faul został wyrzucony z boiska. 

Dla Górnika to siódmy w historii, a pierwszy od 1972 roku Puchar Polski. Podopieczni Michala Gasparika pozostają jednocześnie w grze o swoje piętnaste mistrzostwo kraju. O wygraniu ligi wciąż marzyć może również Raków.

2 maja 2026, Warszawa 
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 2:0 (1:0)
Bramki:
Roberto Massimo 32, Maksym Chłań 65.
Górnik: 1. Marcel Łubik – 61. Michal Sacek (83, 16. Paweł Olkowski), 26. Rafał Janicki, 20. Josema, 64. Erik Janza (90, 18. Lukas Ambros) – 15. Roberto Massimo (74, 67. Ondrej Zmrzly), 8. Patrik Hellebrand, 13. Lukas Sadilek, 14. Jarosław Kubicki, 33. Maksym Chłań (83, 7. Yvan Ikia Dimi) – 23. Sondre Liseth (90, 10. Lukas Podolski).
Raków: 48. Oliwier Zych – 7. Fran Tudor, 27. Paweł Dawidowicz (57, 19. Michael Ameyaw), 25. Bogdan Racovițan, 4. Stratos Svarnas, 20. Jean Carlos Silva (66, 11. Adriano Amorim) – 9. Patryk Makuch (46, 80. Lamine Diaby-Fadiga), 6. Oskar Repka, 5. Marko Bulat, 10. Ivi Lopez (66, 17. Leonardo Rocha) – 18. Jonatan Braut Brunes.
Żółte kartki: Janza, Ikia Dimi, Łubik – Lopez, Repka, Leonardo Rocha.
Czerwona kartka: Jonatan Braut Brunes (90. minuta).
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).

 

Regulamin Newslettera
pobieranie strony...
Newsletter - zapisz się!
regulamin
Zapisz się
Wideo